Wrocilismy do pokoju zmoknieci i zmarznieci. Akurat w momencie, w ktorym opuscilismy sklep zielarski rozpetalo sie prawdziwe pieklo i deszcz ze sniegiem wygonil wszystkich do mieszkan. Nie moglismy pozwolic sobie na inny transport niz nogi, aby nie zwrocic na siebie uwagi Ministerstwa, ktore ostatnimi czasy skazywalo do Azkabanu nawet za niewielkie przewinienia. Kiedy przekroczylismy prog pomieszczenia natychmiast zrzucilam z siebie wiekszosc ubran i nie zwracajac uwagi na wpatrzonego we mnie Malfoya przebralam sie w suche spodnie i sweter. Lazienka byla na tyle mala, ze nie ukrylabym sie w niej calkowicie a chlopak byl mi calkowicie obojetny. Do tego nie przyznalby sie przed nikim, ze widzial szlame w bieliznie, w koncu jego czysta krew nie pozwalala na takie wybryki i niepotrzebne plotki. Od razu wskoczylam pod koc odkladajac wczesniej przemoczone ubrania na krzeslo obok kaloryfera. Byla nikla szansa, ze jego slaba temperatura pomoze im dojsc do znosnego stanu.
W tym czasie blondyn niespiesznie chodzil po pokoju w samych spodniach. Przy niklym swietle swieczek ustawionych w kacie wygladal niczym grecki bog. Jego cialo bylo niestety idealne w swoje budowie. Pozbawione zbednego owlosienia bogate w miesnie. Moja uwage zwrocila szrama na barku, nie odezwalam sie jednak. Nie mial znaku Smierciozercy na ramieniu, to wystarczylo abym byla spokojniejsza. Ubral szare, dresowe spodnie i usiadl obok mnie rozkladajac sie w najlepsze.- Nie za wygodnie? - mruknelam.
- Jakbys nie zajmowala tyle miejsca, to byloby wygodniej. - przyznal.
- Gbur. - odparlam rozsiadajac sie szerzej, przez co nasze ciala styknely sie ze soba. Popatrzyl na mnie zirytowany. - Nie szlam sie siedzac obok. - dodalam odbierajac jego mine jako zniesmaczenie. Zamknal oczy wzdychajac glosno.
- Nic nie rozumiesz, Granger. Zupelnie nic. Pokazalem ci dzisiaj jedno z wspomnien a ty nic nie rozumiesz... - mowil tak cicho, ze ledwo go rozumialam.
- Co tu jest do rozumienia? - warknelam. - Och, prosze cie, Malfoy! - wstalam mocno wkurzona. - Wiesz, jaka jest prawda? Prawda stoi wlasnie przed toba, bo to ty nic nie rozumiesz! Ja ogarniam, szczerze ze nie bylo ci lekko, ale zauwaz iz moje zycie rowniez nie nalezalo do najprostszych. Ciebie przynajmniej bylo stac na normalny posilek w ciagu dnia, ja czasami nie jadlam nic przez kilka dni bo amfa troche kosztuje, a matka byla bez niej na glodzie i nie dawala mi zyc! Raz nawet chciala mnie spalic, ale ogarnela sie w odpowiednim momencie i cudem przezylam. Na pamiatke mam blizny na plecach, napewno je zauwazyles ze swoim sokolim wzrokiem. Najlepsze jest to, ze uratowala mnie dla pieniedzy, gdybym zginela zabraliby jej alimenty i wrzucili do pierdla. Gdyby nie to nawet nie pomyslalaby o bolu, ktory wtedy czulam. O plonacej skorze szesciolatki! Ty przynajmniej mogles zapomniec o swojej codziennosci w szkole, ja nawet tam znosilam ponizenia i szykanowanie! Tak, panie czysta krew. Nawet nie zdajesz sobie sprawy co mi robiles. Potem wracalam do domu, o ile nazwanie go tak nie jest swietokradztwem. Matka na wstepie zamykala mnie w pokoju i nie chciala widziec, na szesnaste urodziny dostalam od niej najpiekniejszy prezent na swiecie. - odparlam z gorycza. - Otrula mojego kota i wrzucila go do kubla na smieci kazac mi to wyniesc jeszcze na smietnik! Rozumiesz? Jedyna istote, ktora kochala mnie bezwarunkowo! - slowa zaczely wieznac mi w gardle. Na dodatek moj glos stal sie bardziej ochryply a oczy niebezpiecznie zapiekly. Nie przestalam jednak pod naglym naplywem adrenaliny. - Kiedy mialam trzynascie lat zamknela mnie w piwnicy za to, ze dostalam okres. Zwykla, kobieca rzecz ale ona stwierdzila, ze bede sie puszczac i przez caly tydzien trzymala w ciemnosciach i wilgoci. Gdyby nie fakt, ze zaczela sie szkola siedzialabym tam jeszcze dluzej. Po tym od razu trafilam do skrzydla szpitalnego. Wyglodzona i schorowana. Profesor McGonagall chciala mi pomoc, ale prawo nie dawalo jej takiej mozliwosci. Wlasnie przez te czysta krew okreslono mnie jako podczlowieka i do osiemnastego roku zycia musialam pozostac pod opieka matki... - cos rozrywalo mnie od srodka, poczulam ze policzki mam mokre a dlonie kurczowo zaciskam na spodniach od pizamy. Czulam sie obnazona z czegos, co mialam pozostawic w sobie. Na dodatek powiedzialam o tym Malfoyowi, co tylko pogarszalo moj stan. Zawsze pilnowalam swoich emocji, ale ten zasrany dupek wywolywal w mojej glowie rzeczy, ktore sama mnie zaskakiwaly. Najbardziej jednak rozproszylo mnie jego zachowanie. Wstal i bez slowa podszedl do mnie. Pewnie i powaznie patrzyl w moje oczy. Nie bylam w stanie wytrzymac tego spojrzenia, wiec skupilam sie na podrapanych panelach. Nie odezwal sie, jedynie dotknal mojej twarzy wycierajac lzy. Popatrzylam na niego wystraszona i niepewna tego, co robil. Po chwili zamknal mnie w swoich ramionach. Goracych i dajacych dziwne poczucie stabilnosci. Nie wytrzymalam szlochajac glosno. Dawno tego nie robilam, nie uronilam ani jednej lzy od kilku lat. Nauczylam sie dusic w sobie bol. W tamtym momencie jednak puscily wszelkie hamulce. Jakis dziwny ciezar spadl z mojego serca i poczulam sie lzejsza o kilogramy swoich tajemnic.
- Uczono mnie nienawidzic takich jak ty. - szepnal mi do ucha. - Wpojono mi nienawisc, Granger. To nie jest cos, czego moge pozbyc sie w kazdej chwili. Jak mam sie zachowac, skoro nie pokazano mi tego? Nie zdajesz sobie sprawy jak mieszasz mi w glowie. - poczulam dreszcz przebiegajacy po moich plecach.
- To ty mieszasz mi w glowie. - odpowiedzialam cicho nie odrywajac sie od niego. - Bo nigdy nie wiem, czego mam sie po tobie spodziewac.
- Nie mozesz niczego. Nie jestem w stanie spelnic zadnej obietnicy, bo moje zycie nie nalezy do mnie. - przycisnal mnie mocniej do siebie.
- Dlaczego o nie nie walczysz? - pokrecilam glowa. Wypuscil mnie ze swoich ramion siadajac przede mna na ramie lozka.
- Jestem pozbawiony takiego prawa. Tak naprawde tylko to nas rozni. Wolnosc. Ty swoja mozesz jeszcze zbudowac, ja jestem skazany na porazke. Dobrze wiesz, kim sie stane za kilka miesiecy. Obserwowalem cie od dawna, ty mnie rowniez. Jezeli nie przystapie do Niego, zabije mnie. Robiac to natomiast sam pozbawie siebie zycia w momencie, w ktorym bede mogl go oslabic. Dlatego tak zalezy mi na Zabinim, on zna pewne metody abym osiagnal swoj cel. - nadal trzymal moje dlonie tworzac wokol nas dziwne pole energii. Emanowala z jego napietego ciala. Gdzies za oknem uderzyl piorun rozswietlajac okolice. Westchnelam ciezko siadajac obok niego.
- Myslisz, ze mozemy zakopac topor wojenny na dluzej? - spytalam usmiechajac sie do niego slabo.
- Do momentu, w ktorym nie staniemy przeciwko sobie. - odparl sceptycznie. Wystarczylo mi to. Nie chcialam obietnic bez pokrycia.
- Nadal chcesz poczuc Azkaban? - zaproponowalam. Pokiwal potwierdzajaco glowa. - Niech i tak bedzie.
Poczulem jej male dlonie na swoich policzkach. Swiat zawirowal i znalezlismy sie na stromym, wietrznym wzgorzu. Przenoszac sie do wspomnien nie odczuwamy chlodu, goraca czy deszczu. Pomimo to nieopisany szron okryl moje wnetrznosci. Obok nas zauwazylem Granger i Pottera. Oboje wygladali na niepewnych i wystraszonych, pewnie jednak ruszyli przed siebie po stromych schodach. Dziewczyna, ktora przywiodla mnie tutaj poszla za nimi. Zrobilem to samo. Cala droga wygladala jak niekonczacy sie ciag kamiennych stopni, ktorych wciaz przybywalo. Gryfonka idac obok mnie zachowywala sie, jakby nie robilo to na niej zadnego wrazenia. Widocznnie trawila to wspomnienie juz wiele razy i obraz, ktory mi ukazala byl w niej zakorzeniony dosc mocno. Nie wiem dokladnie ile szlismy, ale niebo zaczynalo przybierac ciemniejsza barwe. Wokol wiezienia majaczyly postacie dementorow. Spotkalem ich nie raz, ale takie natezenie tych istot robilo ogromne wrazenie. Zdalem sobie sprawe, ze to one umrocznily okolice.
- Harry, jestes pewnien, ze chcesz to zrobic? - dobiegl mnie glos mlodszej Granger.
- Mialam siedemnascie lat. - wtracila jej obecna postac.
- Nie mam innego wyjscia, Hermiono. Mowilem ci, ze moge przyjsc tutaj sam. - odpowiedzial Zloty Boy.
- Nie zostawie cie z tym samego. - zaoponowala dziewczyna. Zatrzymali sie.
W mgle majaczyl kontur zeliwnej bramy. Zza niej wylonil sie niski mezczyzna w meloniku. Od razu rozpoznalem w nim Knota. Bez slowa wpuscil nas do srodka. Azkaban przepelniony byl jekami wiezniow. Mijajac kolejne kraty widzialem cienie ludzi, tyle z nich pozostalo. Bezwladni, omamieni nieznana sila mowili sami do siebie. Ci silniejsi lapali sie rur i krzyczeli cos do nas, jednak ich mowa mieszala sie w milionie dialektow. Niektorzy wisieli glowami do ziemi z wykreconymi bialkami, inni przykuci do maszyn tortur mieli porozrywane w akcie strachu i cierpienia szczeki. Kajdany zgrzytaly glosnym echem. Poczulem ramiona Granger oplatajace moje. Jednak zaczela sie bac. Wszystko bylo niezwykle realistyczne, zaskoczyla mnie swoimi zdolnosciami. Szlismy dalej obserwowani przez sciany, z ktorych zwisaly setki poropialych oczu. Co jakis czas kamienna posadzka trzesla sie w niekontrolowany sposob. Wszedzie bylo pelno krwi, ktora roztaczala wokol zapach nie do opisania. W innych miejscach lezaly ludzkie jelita i inne wnetrznosci. Gdy przechodzilismy pochodnie za nami tracily swoje swiatlo tworzac mrok, ktory poglebial uczucie pustki. Wiatr swiszczal z nieznanych kierunkow. W niektorych celach widzialem dementorow. Wokol nich wszystko zamienialo sie w lod. W koncu Knot zabral glos.
- Oto wasza cela. Macie minute. - zakomunikowal. W jego glosie wyczulem zdenerwowanie. Za kratami dostrzeglem chuda postac. Blada, koscista, prawie bez zycia.
- Harry? To ty? - zachrypniety glos brzmial niemal blagalnie.
- To ja...
Znow bylem w pokoju. Dziewczyna dalej siedziala obok mnie, jej rece opadly na kolana.
- Kogo szukal Potter? - spytalem przygladajac jej sie uwaznie.
- To juz jego sprawa. - odpowiedziala zdawkowo.
Czulem, ze chce poznac prawde. Mozliwe, iz nie byla mi do niczego potrzebna, jednak irytowala mnie nieswiadomosc. Bez ostrzezenia przygniotlem Granger do lozka i trzymajac ja za nadgarstki jedna dlonia dotknalem jej skroni. Bronila sie, jednak nic nie mogla zrobic. Znow bylem we wspomnieniu. Tym razem jednak widzialem je oczami powietrza, bez Gryfonki obok. Czulem bol w glowie, dobrze wiedzialem, ze stara sie pozbyc mnie ze swojego umyslu.
- To ja Syriuszu. - szepnal bliznowaty. - Znalazlem dowody, zeby cie uratowac. Niedlugo wrocisz do domu.
- Harry...to ty? - dopiero wtedy zauwazylem, ze Black jest slepy. Mial wypalone oczy, pokryte szramami i zakrwawione. Gryfon natychmiast krzyknal do Knota.
- Co wy mu zrobiliscie?! - minister tylko wzruszyl ramionami.
- Harry...nie wierzylem, ze jeszcze kiedys cie spotkam... - szeptal wiezien.
- Uratuje cie! Rozumiesz?! Niedlugo stad wyjdziesz, to tylko kwestia dni. - zapewnial Potter.
Podobno jedynym slabym punktem u mezczyzny sa jego genitalia. W akcie desperacji kopnelam chlopaka kolanem w czule miejsce. Podzialalo, gdyz natychmiast wyskoczyl z mojej glowy i jeknal zdenerwowany. Nie myslac o niczym siegnelam po rozczke i przystawilam mu ja do gardla.
- Jak smiesz? - warknelam. Gniewnie mordowal mnie wzrokiem. Dawny Malfoy powrocil, wiedzialam o tym.
- Zamilcz, szlamo. - jad w jego glosie wzbudzil we mnie agresje.
- Licz sie ze slowami, bo moga byc ostatnimi, ktore wypowiesz. - odparlam nie spuszczajac z niego wzroku.
- Nic mi nie zrobisz, Granger. Jestes na to za slaba. - zasmial sie szyderczo.
- Jestes tego tak pewny? - przechylilam lekko glowe.
- Tak. - znowu to zrobil. Po raz kolejny omijajac wszelkie prawa fizyki siedzial na mnie trzymajac i swoja rozczke w dloni. Skierowana w moje serce. - I co teraz powiesz? - spojrzal na mnie wyzywajaco.
- Jestes taki sam, jak twoj ojciec... - szepnelam przygnieciona jego ciezarem. Przez twarz chlopaka przebiegl dziwny cien i po chwili zapadla ciemnosc. Glucha, niepewna ciemnosc.
Hej. Dość niedawno przypadkiem trafiłam na Ciebie. Czytam, czytam i bardzo mi się to podoba! Dlatego chciałabym mieć do Twojej osoby małą prośbę. Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach na gadu? (18260222) Byłabym bardzo wdzięczna. Nie mam już swojego opowiadania, przyczyny lenistwa, ale używam pewnego nicku, więc...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Alicee. :)
Nie posiadam gadu gadu niestety, ostatnio raz na jakis czas wchodze na faceboooka i to tyle z komunikatorow, z ktorych korzystam ;d
OdpowiedzUsuńUwielbiam!
OdpowiedzUsuńGenialny pomysl z ta ostatnia scena ;)
Nie moge sie doczekac kolejnej notki, blagam, wstaw ja jak najszybciej.
pozdrawiam, zycze weny
Joni
Jestem zakochana w Twoim opowiadaniu. Szkoda, ze nie powiadamiasz na gg, ale trudno. Czekam na nowosc! :)
OdpowiedzUsuńNatknęłam się na nie przez przypadek , ale niesamowicie mnie wciągnęło. Czekam na kolejne rozdziały :)
OdpowiedzUsuń