poniedziałek, 11 lutego 2013
Rozdzial 4
Minelo kilka dni, ktore glownie spedzalam w bibliotece z Hannah i na bloniach w towarzystwie reszty. Pogoda nadal byla upalna, chociaz w powietrzu mozna bylo wyczuc nadchodzaca jesien. Profesor Cole nie odezwala sie do mnie wiecej, szczegolnie ze z testu dostalam maksymalna ilosc punktow. Czasami zdarzalo mi sie spogladac w strone Malfoya, ale on nie zwracal na mnie szczegolnej uwagi, wiec szybko odpuscilam sobie rozmyslania na jego temat. Bardziej zaskoczylo mnie zachowanie Ginny, ktora wydawala sie byc nieobecna i wiecznie bladzila gdzies myslami.
- Co sie dzieje? - spytalam, kiedy zostalysmy same w Wielkiej Sali. Dzien dobiegal konca i niewiele osob przebywalo tam, zeby sie uczyc.
- Nic takiego. - mruknela ruda.
- Klamiesz. Szczerosc za szczerosc. - unioslam jedna brew. Dziewczyna westchnela jedynie i dalej gryzmolila cos na pergaminie. - Ginny, nikomu nic nie powiem, ale popatrz na siebie. Wygladasz jak Bezglowy Nick, praktycznie cie nie ma. Powiedz mi o co chodzi?
- To zbyt glupie. - szepnela.
- Twoj argument jest inwalida. - odparlam podpierajac glowe dlonia. Pokrecila tylko oczami, po czym odlozyla pioro.
- Zakochalam sie w kims...w kims nieodpowiednim. Widzisz...to Slizgon, a zeby bylo lepiej Zabini. Nie chodzi o to, ze jestem uprzedzona do niego z racji na fakt, z jakiego jest domu, no ale Hermiona...on i Malfoy sa tacy sami. - poczulam cos niemilego w sobie, kiedy uslyszalam nazwisko blondyna. Sluchalam jednak dalej. - Zaczelo sie w tamtym roku szkolnym. Rozstalam sie z Harrym i bardzo ciezko to przechodzilam. Sama z reszta wiesz, bylas przy mnie. W pewnym momencie musialas wrocic do domu, na Rona nie mialam co liczyc a mama prawdopodobnie nie dalaby mi chwili spokoju, gdyby dowiedziala sie o wszystkim. Jakos na poczatku samych wakacji siedzialam w pubie z Lavender, w Minley. Ona jak zwykle opowiadala o tym, jaki to moj brat nie jest cudowny i ze najchetniej to by go wziela na stole do bilardu. - skrzywila sie.
- Nie obraz sie Lavender, ale srednio sie czuje. To chyba po ciescie dyniowym mamy, nie czekalam az ostygnie. - westchnelam znuzona. Czego moglam spodziewac sie po Brown?
- Rozumiem. - zrobila smutna minke i wyjela z torebki szminke, ktora chetnie napakowala na usta. - Jakbys miala mozliwosc spiknac mnie z Ronem, to wiesz. - puscila mi oczko, na co usmiechnelam sie sztucznie i po chwili kazda z nas szla juz w swoja strone.
Nie myslalam zbytnio ktoredy wracam do domu. Nora znajdowala sie od pubu jakies cztery kilometry dalej, a slonce nadal mocno swiecilo na niebie, wiec zamiast teleportowac sie do kuchni przez kominek wykorzystalam ten czas na dlugi spacer. Nie zaszlam jednak daleko, kiedy ujrzalam kogos na ziemi. Lezal nieprzytomny, wiec natychmiast podbieglam do postaci. Po chwili okazalo sie, ze to chlopak, na dodatek znajomy.
- Wszystko w porzadku? Obudz sie! - trzasnelam go w policzek. On natychmiast otworzyl oczy. Popatrzyl na mnie zdezorientowany.
- Co sie dzieje? - spytal bardziej sam siebie.
- Nie wiem, wyszlam z Steve Yoe i zobaczylam ciebie tutaj. Byles nieprzytomny. - odpowiedzialam.
- Kurde...nie pamietam, dlaczego. - szepnal lapiac sie za glowe. Zauwazylam, ze ma poraniony policzek. Wyjelam rozczke i wyczyscilam rane czarami. O dziwo nie protestowal.
- Powinienes przejsc sie do Munga. Mozesz miec uszkodzony mozg czy cos. - przyznalam.
- Dam sobie rade, dzieki. - odparl podnoszac sie. - Blaise. - przedstawil sie. Poslalam mu nikly usmiech mowiac kim jestem.
- Wlasnie wracam do domu. - rzucilam zaklopotana. Pierwszy raz od dawna bylam oniesmielona jakims facetem.
- Odprowadze cie. Przynajmniej tak moge sie odwdzieczyc. - mial cieply, uprzejmy ton glosu. Nie wiem, dlaczego sie zgodzilam...
- Rozmawialismy potem o wszystkim. Nauczyciele, ludzie w szkole, marzenia. Naprawde milo spedzilam z nim czas Hermiono! - popatrzyla na mnie z nadzieja. - Duzo do siebie pisalismy i spotykalismy sie do polowy wakacji. Bardzo przy nim odzylam, jednak...potem cos sie stalo. Widzisz, on sie zmienil. Nie wiem, dlaczego. Przestal odpisywac na moje listy a jak w koncu sie spotkalismy byl zimny i obcesowy. Zupelnie inny, niz chlopak ktorego poznalam wtedy w Minley. Powiedzial, ze nic nas nie laczy i mam mu dac spokoj, bo jestem nikim. - westchnela. - I od tamtego czasu nie rozmawialismy...do przedwczoraj. Spotkalismy sie przez przypadek w bibliotece. Zrozum! - zlapala mnie za reke. - Patrzyl na mnie przez chwile z taka dawka tesknoty, ze az czulam to w kazdej komorce mojego ciala! A potem wyszedl, tak po prostu...i dlatego nie wiem, co mam zrobic. Cos jest nie tak, ja to wiem. Musze jakos z nim porozmawiac. Wole znac najgorsza prawde, niz nie wiedziec nic. - patrzylam na nia chwile zaskoczona wszystkim, co uslyszalam. Przyjaznilysmy sie od lat a ona zataila przede mna az tak wazna sprawe. Z drugiej strony ja rowniez posiadalam sekrety, o ktorych nie opowiadalam nikomu.
- Moze to cos zwiazanego z Tym-Ktorego-Imienia-Wymawiac-Nie-Wolno? - rzucilam cicho. - Wiesz, ze Slizgoni sa z nim bardzo mocno zwiazani. Moze to o to chodzi?
- Mozliwe, tym bardziej chce z nim porozmawiac. - przyznala. - Chodzmy do dormitorium, jestem spiaca a jutro mam zajecia z ta nowa. - mruknela.
- Tez za nia nie przepadam. - przyznalam. - Jest irytujaca, jak to w ogole mozliwe, ze ona uczy?
- Nie wiem, ale strasznie slini sie na chlopakow. - rzucila wstajac. Wyszlysmy szybko z pomieszczenia komentujac Obrone Przed Czarna Magia, kiedy tuz przy portrecie Grubej Damy pojawila sie wysoka postac. Zabini...
Zostawilam ich samych. Ginny byla moja przyjaciolka, ale wiedzialam, iz moja obecnosc jedynie przeszkodzi im w swobodnej rozmowie. Wchodzac do pokoju wspolnego zauwazylam Rona, Lavender i Harrego. Chlopacy wygladali na zaklopotanych a blondynka szczerzyla sie do Weasley'a. Podeszlam do nich siadajac na jednym z foteli przy kominku.
- Hej Hermiona. - przywital mnie Harry. - Ogarnelas juz referat dla Snape'a? - oczywiscie, Eliksiry nigdy nie dawaly nam spokoju. Nietoperz uwielbial znecac sie nad uczniami i na starcie zadal Slizgonom esej o roslinach wykorzystywanych w Mezopotamii. My, jako Gryfoni dostalismy do tego jeszcze wypracowanie na temat wywarow wzmacniajacych umiejetnosci obronne, wszystko trzeba bylo opisac zaczynajac od starozytnosci.
- Po czesci. - przyznalam. - Nie dokonczylam jeszcze pozytywizmu, ale za duzo wtedy sie nie dzialo.
- Mamy jakis referat u Snape'a?! - wrzasnal Ron.
- Jak zawsze. - zauwazylam zaskoczona. Weasley wstal, jakby ktos uderzyl go piorunem i polecial do swojego pokoju.
- Jest cudowny... - szepnela Lavender. - patrzylam na nia przez chwile z mieszanymi uczuciami. Nie wiedzialam, co jest takiego "cudownego" w moim przyjacielu, przynajmniej w aspekcie mezczyzny do zwiazku.
- Nie wiem. - mruknelam. - Ide dokonczyc to wypracowanie, do jutra. - sklamalam udajac sie do swojego dormitorium, gdzie czekalam z niecierpliwoscia na Ginny. Dziewczyna jednak nie pojawila sie juz wiecej w Hogwarcie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nominuję Cię do Liebster Award.
OdpowiedzUsuńInfo u mnie: http://hp-story-8.blog.pl/liebster-award/ :)